„Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego”.
Papież Franciszek
Wieczorem, po wycieczce, gdy znalazłyśmy chwilkę, żeby odsapnąć i pomyśleć nad tym, co się wydarzyło, ogarnął nas spokój i radość, bo udało nam się zrobić coś naprawdę niezwykłego.
W czwartek odwiedziłyśmy Dom Małego Dziecka w Tarnowie. Co jest w tym niezwykłego? - zapytacie. To przecież nic wielkiego wsiąść do autobusu i pojechać do Tarnowa, tam przesiąść się do następnego środka transportu publicznego, który zmierza do Mościc ,a następnie na piechotę, podążając za wskazówkami płynącymi z aplikacji Google Mapy, okrężną drogą trafić na miejsce.
To naprawdę nic niezwykłego. A jednak! Przed nami nie było tam nikogo! Żadna, inna szkoła z regionu nie odwiedziła tego Domu Małego Dziecka, tak po prostu z potrzeby serca. O tym, że jesteśmy pierwsze - poinformowała nas pani dyrektor tej placówki. Owszem, do dzieci przybywają delegacje z różnych firm i instytucji obdarowując je prezentami, ale nikt za bardzo nie poświęca im swojego czasu, nie wymyśla zabaw, nie czyta im, nie uczy ich tańczyć….
Jesteśmy DRUŻYNĄ ŚMIAŁKÓW, która trzeźwo planuje swoje misje, ale pewnych rzeczy nie da się przewidzieć lub zaplanować. W czwartek dzieciaki z Domu Małego Dziecka skradły nasze serca – a my nie do końca byłyśmy na to gotowe! Jechałyśmy do Tarnowa z przeświadczeniem, że tylko jednorazowo odwiedzimy kilkoro dzieci, a wyszłyśmy z placówki opiekuńczej już z planami na następne lata.
Ale posłuchajcie naszej historii od początku. Trafiłyśmy do Domu Małego Dziecka po podróży dwoma autobusami i dwukilometrowym spacerze. Po wejściu do budynku, poznałyśmy ósemkę dzieci w wieku od sześciu miesięcy do sześciu lat. Na początku dzieciaki, podobnie jak my, były trochę zawstydzone, ale słodycze, które przywiozłyśmy z sobą, szybko przełamały skrępowanie. Usiadłyśmy z nimi na podłodze w saloniku i zaczęłyśmy im czytać wcześniej przygotowane bajki. Następie wszyscy bawiliśmy się w chowanego i różne zabawne gry ruchowe, trzymając się za ręce pokonywaliśmy prowizoryczne tory przeszkód i uczyłyśmy dzieci tańczyć. Tobiasz, Gabrysia, Ola, Hubert, Michał, Lena, Wojtuś i Maja to cudowne dzieciaki, które łakną czułości i zainteresowania. Dla nich dałyśmy z siebie wszystko i byłyśmy przeszczęśliwe, gdy na ich twarzach pojawiały się uśmiechy zadowolenia i radości. Dzieci przylgnęły do nas i trudno było nam się rozstać, ale obietnica kolejnych odwiedzin osłodziła nasze pożegnanie.
W drodze powrotnej, rozmawiając znalazłyśmy analogię tego wydarzenia do historii opisanej w „Małym Księciu”. Główny bohater tej książki podczas swoich podróży, spotkał na jednej z planet liska, którego oswoił – „stworzył z nim więzy”. Mały Książę stał się odtąd odpowiedzialny za zwierzę, które do niego przylgnęło. Tak samo my, zaprzyjaźniając się z dziećmi, jesteśmy poniekąd za nie odpowiedzialne. Postanowiłyśmy wiec cyklicznie je odwiedzać co jakiś czas, aby podtrzymać tą przyjaźń i utwierdzić je w przekonaniu, że są dla nas bardzo ważne.
To wspaniałe uczucie, być potrzebnym i wyczekiwanym, będziemy więc robić wszystko by nie zawieść naszych nowych, małych przyjaciół, bo jak powiedział Albert: Schweitzer: „Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeżeli się ją dzieli”.
Drużyna Śmiałków, która wzięła udział w akcji: Dominika Bęben
Maja Latocha
Aleksandra Świeca
Magdalena Wrona
Oliwia Wrońska
Opiekun: Marta Kuta
Bibliotekarki



























